Przeszczepy cz. 7

VII. Podsumowanie

Pomimo swojej sugestywności pojęcie, czy nawet paradygmat, tzw. śmierci mózgowej stało się już w latach 90. ubiegłego wieku przedmiotem coraz ostrzejszej krytyki. Coraz większa liczba autorów zauważa, iż nie ma ono dostatecznych podstaw naukowych. Skąd bierze się ta zmiana nastawienia? Wydaje się, iż powody są te same, które zwykle powodują zmianę paradygmatu jako utrwalonego kanonu naukowego myślenia i działania w określonej dziedzinie. Jest to narastająca liczba danych empirycznych, które nie dają się wyjaśnić w ramach przyjętego dotychczas paradygmatu. Doświadczenie kliniczne wykazało bowiem, iż ciała osób dotkniętych stanem określanym jako śmierć mózgowa, nie muszą ginąć w terminie kilku dni wskutek zatrzymania akcji serca, jak uważano poprzednio, lecz mogą żyć przez miesiące, a nawet lata, nie wymagając więcej niż podstawowej opieki, możliwej do zapewnienia niekiedy nawet w warunkach domowych. Przyjęto też do wiadomości, że jeśli ciała tych ludzi zdradzają tyle objawów życia, takich jak zachowanie funkcji serca, metabolizm, termoregulacja, działanie nerek, układu trawiennego, im­munologicznego, zabliźnianie się ran, utrzymanie niektórych funkcji mózgu, a nawet zdolność do podtrzymania ciąży – to musi to oznaczać jedną podstawową rzecz: ciała te funkcjonują jako zintegrowane całości, są więc żywe.

Wszystko to zaprzecza słuszności teorii śmierci mózgowej. Wspomniany wyżej prof. Seifert podkreśla, że jedyną rzeczą, którą na gruncie medycyny można w sposób kompetentny powiedzieć na temat chorych będących w sta­ nie śmierci mózgowej, jest to, że mają oni uszkodzony mózg i że nie mają kontaktu z otoczeniem. Stwierdzenie śmierci w przypadku człowieka, które żywe, przeczy zasadom sztuki lekarskiej i wykracza poza jej kompetencje. Medycyna jest nauką empiryczną i musi trzymać się przede wszystkich danych obserwacyjnych. Koncepcja śmierci mózgowej nie daje się pogodzić z tymi danymi i dlatego nie może być uznana za zgodną z zasadami medycyny. O jej wprowadzeniu w życie nie zadecydowało nic innego niż zapotrzebowanie na narządy do przeszczepów i swoisty utylitaryzm w myśleniu wielu ludzi, którzy skłonni są zaakceptować zabójstwo żyjącego jeszcze i być może w niektórych przypadkach możliwego do wyleczenia pacjenta jako dawcy organów dla kogoś innego. Sama z siebie, koncepcja śmierci mózgowej, która stawia znak równości pomiędzy uszkodzeniem mózgu prowadzącym do utraty świadomości a śmiercią osoby ludzkiej, nie jest twierdzeniem opartym na faktach empirycznych, lecz konstruktem filozoficznym opartym na swoistej i błędnej wizji człowieka.

Osobiście zgadzam się z tymi autorami, którzy nie wahają się określić akceptacji dla pobierania narządów do przeszczepów od ludzi, co do których możemy sądzić, że są jeszcze żyjącymi osobami – jako zgody na współczesną formę kanibalizmu. Uważam, że teoria śmierci mózgowej jest tylko zasłoną pozwalającą ukryć ten stan rzeczy i jest nie do zaakceptowania z naukowego i moralnego punktu widzenia.

W powyższej pracy starałem się najpierw wykazać, iż teoria tzw. śmierci mózgowej jest nie do utrzymania od strony naukowej. Dane, jakich dostarcza nam na ten temat medycyna, wyraźnie takiej teorii zaprzeczają. Nie da się udowodnić na podstawie wiedzy, jaką dysponuje ta nauka, że ludzie, którzy znaj­ dują się w stanie śmierci mózgowej, naprawdę nie żyją. Jedyne, co może po- wiedzieć lekarz, nie przekraczając granic kompetencji dyscypliny, którą reprezentuje, to to, iż u ludzi tych stwierdza się znaczne uszkodzenia mózgu. Nie oznacza to jednak, iż mózg tak uszkodzony zaprzestał wykonywania wszystkich swoich funkcji. Przeciwnie, u chorych tych stwierdza się z reguły wiele objawów świadczących o istniejącej nadal aktywności mózgu. Uznanie więc ich za nieżyjących przeczy zasadom sztuki lekarskiej.

Zaakceptowanie teorii tzw. śmierci mózgowej zrodziło również wiele problemów od strony prawnej. Uznanie kogoś za osobę żyjącą bądź zmarłą zależy od przyjętych kryteriów śmierci mózgowej, które są różne w różnych krajach. Prawo stało się więc arbitralne w tak ważnej dziedzinie, jaką jest sprawa życia i śmierci człowieka.

Przyjęcie teorii śmierci mózgowej na podstawie tak chwiejnych kryteriów naukowych stało się możliwe niewątpliwie tylko dzięki zaakceptowaniu pewnych założeń filozoficznych, które redukują osobę ludzką do jej świadomości. Trwała utrata świadomości została uznana de facto za dowód śmierci człowieka. Stanowisko to przeczy dorobkowi myśli chrześcijańskiej w dziedzinie antropologii filozoficznej, w której kładzie się nacisk na jedność osoby ludzkiej i ważność jej wymiaru cielesnego. Jeszcze ważniejszy jest jednak fakt, iż człowiek współczesny ma skłonność do myślenia w kategoriach moralnego utylitaryzmu. Wielu ludzi uważa, iż można poświęcić życie osoby ciężko chorej i nie rokującej nadziei na poprawę (w tym wypadku osoby z zespołem tzw. śmierci mózgowej) dla dobra innych chorych. Ta właśnie postawa tłumaczy bierność wielu środowisk i niepodejmowanie dyskusji w tak ważnej sprawie, jaką jest słuszność bądź niesłuszność teorii tzw. śmierci mózgowej. Nie bez znaczenia jest istnienie w poszczególnych krajach swoistego lobby transplantacyjnego, które poddaje moralnej presji cale społeczeństwa, tak aby zaakceptowały pobieranie narządów do przeszczepów od osób będących w stanie tzw. śmierci mózgowej, i tłumi dyskusję na temat problemów moralnych z tym związanych.

W powyższej sprawie konieczne staje się wypracowanie przez Kościół katolicki jasnego stanowiska. Dotychczas jeszcze to nie nastąpiło. Występuje tu nawet zaskakujący brak zgodności poglądów wśród różnych autorytetów. Niektórzy spośród hierarchów Kościoła katolickiego zabrali już jednak głos w tej sprawie. Należy do nich m.in. arcybiskup Kolonii, kardynał Joachim Meissner, który wyraźnie odrzucił teorię śmierci mózgowej jako niezgodną z zasadami nauki Kościoła. Również papież Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae napisał:

Nie możemy też przemilczeć istnienia innych, lepiej zamaskowanych, ale nie mniej groźnych form eutanazji. Mielibyśmy z nimi do czynienia na przykład wówczas, gdyby w celu uzyskania większej ilości organów do przeszczepów przystępowało się do pobierania tychże organów od dawców, zanim jeszcze zostaliby uznani według obiektywnych i adekwatnych kryteriów za zmarłych.

Słowa te nie wymieniają wprawdzie pojęcia tzw. śmierci mózgowej, jednak pośrednio do niego się odnoszą. Niniejsza praca została napisana w celu zwrócenia uwagi na taki właśnie problem moralny ukryty w koncepcji tzw. śmierci mózgowej.

Na zakończenie chciałbym oddać głos jednej z uczestniczek dyskusji na temat śmierci mózgowej, dr Tomoko Abe z Japonii. Napisała ona:

Jest prawdą, że najnowsze osiągnięcia nauki i technologii przyniosły wiele korzyści. Równocześnie jednak spowodowały one przeniesienie do naszych społeczeństw bezprecedensowej dezorientacji i zamieszania obecnych w filozofii i kulturze. Z powodu destruktywnych tendencji obecnych czasów staje się coraz ważniejszym postulatem ustanowienie społecznych standardów w celu ochrony najsłabszych członków społeczeństwa, takich jak małe dzieci i pacjenci pozbawieni świadomości, którzy nie mogą się bronić sami. Tak więc konkludujemy, iż obecne kryteria diagnostyczne śmierci mózgowej powinny być zniesione oraz powinien być wprowadzony obowiązujący na całym świecie zakaz dokonywania przeszczepów od osób z zespołem tzw. śmierci mózgowej.

Doktor Abe nie jest osamotniona w swoim dążeniu do obalenia teorii tzw. śmierci mózgowej i uznania jej kryteriów za nienaukowe. To samo postulują liczni inni autorzy. Głos Kościoła katolickiego w tej sprawie należy niewątpliwie do najważniejszych. Jako największy w świecie autorytet w sprawach moralności i praw człowieka nie może on pominąć wyjaśnienia kwestii tzw. śmierci mózgowej w swoim nauczaniu. Powyższy pogląd podziela cała grupa lekarzy, filozofów i teologów w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii, Japonii oraz w innych krajach. Również w Polsce powinna zacząć się toczyć na ten temat publiczna debata. 

Autor: dr med. Jacek Norkowski OP